LALKA – tyle że z tego roku. Którą wersję wybrać?

Loading

Już w ten weekend nastaje czas zadumy: okres halloweenowo-zaduszkowy. Będziemy z utęsknieniem i żalem wspominać oraz modlić się w intencji świętej pamięci Bolesława Prusa, a także zmarłego tragicznie Stanisława Wokulskiego. Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie… Zaraz, zaraz; STOP! Jak to Wokulski nie żyje!?


Mija miesiąc od kinowej premiery Lalki w reżyserii Macieja Kawalskiego, a także półtora miesiąca od wrzucenia miniserialu Lalka od Pawła Maślony na Netflix. Te kilka tygodni to był wystarczający dla wielu czas, by zapoznać się z obiema produkcjami. Jeżeli jednak nadal nie mieliście okazji obejrzeć – albo po prostu wciąż się wahacie z wyborem, po którą adaptację powieści Prusa sięgnąć – już spieszę z pomocą!

STRESZCZENIE (OPIS FABUŁY)

Podobnie jak w obszernym artykule-eseju sprzed miesiąca, tak i teraz ten akapit nie będzie zbyt odkrywczy ani tym bardziej wyczerpujący. Zarówno filmowa, jak i serialowa adaptacja najsłynniejszej książki Prusa opowiada o tym samym, a przynajmniej na pierwszy rzut oka. Mamy bogatego kupca, Wokulskiego, który wraca do Warszawy po kilku miesiącach nieobecności: dojrzały, w sile wieku półkrwi szlacheckiej właściciel sklepu dorobił się niemałej fortuny na handlu z Rosją w czasie wojny z Turkami. Obłowiwszy się w bogactwie, Stach Wokulski zarobione pieniądze zamierza zainwestować nie tylko w modernizację sklepu i podwyżki dla swoich pracowników, ale i zdobycie względów arystokrackiej rodziny Łęckich – z sercem młodej Izabeli na czele.

Diabeł jednak tkwi w szczegółach – i mam tu na myśli oczywiście kontrowersyjny serial. Maślona, a także P. Demirski i J. Dutkiewicz (współscenarzyści), już od pierwszego odcinka dokonują istotnych zmian i przetasowań względem książki – a puszczają wodze fantazji (albo puszczają im hamulce?) zwłaszcza od połowy serialu. Do znanej z oryginału tematyki kariery finansowej Stanisława oraz jego nieszczęśliwej miłości, wręcz obsesji Izabelą, dochodzą także takie wątki jak wydawanie czasopisma dla kobiet, sabotowanie inwestycji Tomasza Łęckiego, mecenat Wokulskiego nad wynalazkami i innowacjami technicznymi oraz… morderstwo. Tak, w dziele Pawła Maślony sporo się dzieje – ale o tym więcej opowiem w następnych sektorach tego tekstu.

ZGODNOŚĆ Z MATERIAŁEM ŹRÓDŁOWYM

Co tu dużo mówić – film z Dorocińskim to wierna ekranizacja książki, a obraz z Schuchardtem to luźna i do tego bardzo frywolna interpretacja klasyka. I na tym mógłbym poprzestać, już zakończyć tę część wpisu, ale byłoby to mocno niesprawiedliwe wobec moich czytelników – oraz bardzo płytkie względem obu głośnych adaptacji tegorocznych. A więc… Najpierw film: czyli zaczynamy od czegoś prostszego – ale bynajmniej nie oczywistego!

Kinowa superprodukcja, tak samo jak wiekopomna, dziejowa epopeja filmowa Hasa, nie bawi się w żadne retrospekcje*, lecz opowiada historię liniowo, tj. w jednym kierunku i bez zaburzonej chronologii. Mamy tutaj nagłe przybycie Stacha z wojny, starania o względy Beli, próba wykupienia ostatnich pozostałości (inwentarza i nieruchomości) po starym Łęckim, poznanie genialnego wynalazku Geista oraz kompromitacja w pociągu wraz z próbą samobójczą. Chyba jedyną różnicą – a na pewno istotną zmianą – między pierwszym (1968) a drugim (2026) filmem, w kontekście sekwencji scenariuszowej, jest scena otwierająca. U Hasa pierwsze kilka minut to poznanie sylwetki młodego Stanisława – kiedy Rzecki po raz pierwszy spotyka nowego, nieopierzonego jeszcze subiekta u Hopfera – Kawalski natomiast rozpoczyna całość planszą z cytatem z pamiętnika starego subiekta oraz krótką scenką, kiedy Stach jest właśnie zaangażowany w pomoc rosyjskim żołnierzom.

W filmie oczywiście zawarto znacznie więcej sytuacji znanych z oryginału. Nie mogło zabraknąć kwesty wielkanocnej, nawiązywania kontaktów biznesowych z hrabiami, wyścigów konnych, pojedynku z baronem Krzeszowskim, licytacji kamienicy, wizyty w Paryżu czy odwiedzin Stacha w Zasławku u Prezesowej. Ba, Kawalski dodał – czy właściwie: po prostu zamieścił – też nieco tego, czego zabrakło u Hasa. Mam na myśli choćby wątek klasztoru (Izabela w zakonie sióstr), tułaczki (trauma Wokulskiego z banicji) czy dedalowej fascynacji (lot balonem). W kinowym obrazie nie brakuje również wiernych cytatów z książki oraz… nawet pewnego rodzaju easter eggu!

Film stara się to wszystko skondensować i podać bezstratnie całą porcję na jednej tacy, ale nawet dwie godziny i czterdzieści cztery minuty – czyli jeszcze dłużej niż w zmysłowej produkcji z roku 1968 – nie starcza, by przekazać całą treść powieści. Mało tego, kinowy tytuł TVP/TVN idzie na pewne ustępstwa, wywalając niektóre wątki. Dla przykładu, postać Marianny – czyli prostytutki – została chamsko zignorowana, a temat Powiśla (getto, dzielnica ubóstwa) został ledwie liźnięty. Chyba nie muszę też mówić, że i kwestia mieszkańców zadłużonej kamienicy Łęckich, czyli m.in. studentów oraz rodziny Stawskich, została – jak u Hasa zresztą – całkowicie pominięta?

Co by jednak nie mówić, kinowy tytuł, pomimo swych ograniczeń, jest dość wierny oryginałowi i pod tym kątem plasuje się gdzieś między filmem Hasa a serialem Bera. Ale to, co zrobił Netflix z Lalką, to już przebiło wszystko i przekroczyło wszelkie granice! I okej, pilot jeszcze względnie się trzyma historii znanej z kart powieści. Mamy Stacha (Tomasz Schuchardt), który wraca z wojny i postanawia zająć się nie tylko sklepem, ale i Izabelą Łęcką. W tym celu dokonuje pośrednich przeszpiegów, czyli opłaca informatora z zewnątrz – ale i bez tego los się do niego uśmiecha, gdyż Łęccy uświadamiają sobie, że żyją na granicy bankructwa. Stach w międzyczasie poznaje Tomasza, głowę rodziny Łęckich, a tamten wprowadza go w świat arystokracji, dzięki czemu Wokulski może pozyskać inwestorów i mecenasów z wyższych sfer. Ale to, co dzieje się później, to już istna jazda bez trzymanki!

Otóż twórcy nowego serialu modyfikują nie do poznania historię Wokulskiego i bliskich mu osób, albo poprzez odwracanie znanych ról i motywacji bohaterów, albo poprzez profanum: makabrę oraz wulgaryzację i seksualizację treści. Już pierwszy odcinek dużo mówi o kierunku, w którym poszła ekipa Netfliksa: stary Łęcki na kacu zachrypionym głosem wyraża się wulgarnie i cynicznie o ich kondycji finansowej, jego córka…

NARRACJA I BUDOWANIE ŚWIATA

TRIO BOHATERÓW

POZOSTAŁE SYLWETKI

OGÓLNA JAKOŚĆ WYKONANIA

PRZESŁANIE DZIEŁA

PODSUMOWANIE

*No dobra, wyjątek w postaci krótkiego wspomnienia o Sybirze.

Jak się podobał wpis? Kliknij na gwiazdkę, by ocenić!

Średnia ocen: 0 / 5. Łącznie oddanych głosów: 0

Ten wpis jeszcze nie ma oceny. Możesz być pierwszy!

By być na bieżąco z moimi wpisami, możesz mnie zaobserwować na poniższych social media. Dzięki z góry za wszelkie lajki, suby i followsy!

Rozumiem, że tekst był słaby… Co mógłbym poprawić?

Twoje propozycje/uwagi:

Powiązany wpis
Wolałbym się urodzić kobietą, niż bez rąk. (Czyli o dyskryminacji rodem z Hollywood)
niepełnosprawni aktorzy

Czarni. Azjaci. Żydzi. Latynosi. Arabowie. Kobiety. Homoseksualiści. Transseksualiści. Czy na polit-poprawnej arce Noego, szukającej bezpiecznego, suchego lądu w przemyśle filmowym, starczyło Czytaj więcej

Skomentuj ten wpis za pomocą fejsbukowego konta!
Udostępnij poprzez:

Zobacz także:

Comments are closed.