![]()
Papież nie żyje. Tron… jest pusty. Twórcy filmu nie przewidzieli przyszłości, nie zapowiadali niczego; sama fabuła nie odnosi się też do Franciszka (zmarłego w kwietniu 2025) ani innego papieża – ale historia jest na tyle wiarygodna, że może dotyczyć kondycji Kościoła za czyjegokolwiek pontyfikatu.
Konklawe, które w polskich kinach miało premierę blisko rok temu (przed 24 listopada 2024), to dramat z pogranicza kina filozoficznego i obyczajowego oraz poniekąd filmu religijnego, w konwencji kryminalnego thrillera szpiegowskiego. Ten z założenia robiący wyłom, dokonujący schizmy miszmasz gatunkowy nie wziął się znikąd, bowiem film Edwarda Bergera (Na Zachodzie bez Zmian) to ekranizacja powieści Roberta Harrisa o tym samym tytule, specjalizującego się w fabularyzowanych kronikach i powieściach historycznych (Trylogia Rzymska: Cycero, Spisek i Dyktator) oraz książkach szpiegowsko-sensacyjno-detektywistycznych w formule dreszczowca (Autor Widmo).
Centralna oś zarówno powieści Harrisa, jak i filmu z 2024 krąży wokół tego samego wydarzenia: nagłego opróżnienia tronu Stolicy Apostolskiej. Śmierć papieża – choć, zdaje się, nastąpiwszy w naturalnych okolicznościach, bez udziału osób trzecich – jest na tyle niespodziewana, iż burzy ona pokój kardynałów: prócz pogrążenia w żałobie, zmuszeni są teraz przygotować się do wyboru nowego Ojca Świętego. Konklawe to nie tylko formalności i związany z nimi stres / zabieganie, ale również strach – prawdziwy, ludzki strach – bo każdy z nich może kolegialnie zostać powołany na następcę św. Piotra. Do tego dochodzą rokowania, dyskusje – tworzenie się obozów oraz budowanie swoistych „stronnictw politycznych” – w których nie brakuje perswazji, a nawet nacisków, szantaży i wyciągania na wierzch cudzych brudów. Na czele tytułowego procesu wyboru papieża staje kardynał dziekan Thomas Lawrence (Ralph Fiennes) – brytyjski biskup, znany z dokładności i skuteczności w dopełnianiu obowiązków oraz liberalnych [jak na katolika] poglądów wierny i godny zaufania służbista, który jednak ostatnio przeżywa kryzys wiary.
Recenzowany tu film, podobnie jak książka z 2016 roku, dotyka tematu konklawe – ale nie z perspektywy wiernego, czekającego na powołanie najważniejszego człowieka Kościele, lecz od wewnątrz: zdradzając zakulisowe, a przy tym niekoniecznie święte i godne pochwały mechanizmy. Knowania, szemrane interesy, malwersacje (defraudacje) finansowe, groźby i złorzeczenia oraz zewnętrzne wpływy polityczne/państwowe, w interpretacji Harrisa/Bergera, zdają się być chlebem powszednim kardynałów i innych hierarchów kościelnych, zwłaszcza watykańskich – a przynajmniej w czasie konklawe. To wszystko prezentowane jest oczami przewodniczącego (przewodzącego) Kolegium Kardynalskiego(-emu). Fiennes jako dziekan Lawrence, odpowiadający za organizację i logistykę tytułowego procesu – i oczywiście stanąwszy przed oddaniem tajnego głosu w czasie zamkniętego zgromadzenia – przytłoczony jest dylematem nie tylko wyboru papieża w kontekście personalnym (nazwisko zwycięzcy) czy funkcjonalnym (tożsamość i miejsce Kościoła we współczesnym świecie oraz jego siła, skuteczność wobec wyzwań trzeciego tysiąclecia), ale i konfliktem wewnętrznym. Wspomniany kryzys wiary przeplata tu się ze skromnością i przeciwnymi jej ambicjami, a także z powołaniem, planami na życie na emeryturze oraz kondycją psychofizyczną. Innymi słowy, główny bohater w swojej głowie musi dokonać rewizji poglądów – a w sercu rachunku sumienia.
Co istotne jednak, oba dzieła – choć opowiadają dokładnie o tych samych wydarzeniach – akcentują nieco odmienne kwestie. Nie licząc nazwiska i narodowości protagonisty – który w książkowym oryginale nie był pochodzącym z Anglii biskupem Lawrence’em, lecz Włochem i nazywał się Jacopo Lomeli – opowieść spod pióra Harrisa jest książkowym (nomen omen) przykładem powieści z gatunku political fiction i kryminalnego thrillera. Brytyjski autor wnikliwie opisał intrygę kryjącą się za murami Kaplicy Sykstyńskiej, powoli budując napięcie spowodowane przedłużającym się konklawe, kiedy to z czasem wychodzą na wierzch kolejne i coraz to bardziej szokujące fakty, sekrety. Osobą dającą pretekst – wręcz prowokatorem, prowodyrem – tego całego misterium i aury tajemniczości była postać samego kardynała Lomeli: w czasie lektury nie było do końca pewne, czy watykański dziekan faktycznie jest skromnym sługą Pana, czy może tak naprawdę skrycie marzy o zasiadaniu na tronie Piotrowym, oraz jak bardzo włoski biskup pociąga za sznurki w państwie kościelnym. W filmie natomiast pertraktacje i tajemne spotkania, zdradzające układy o charakterze politycznym oraz powiązania wręcz mafijne, zostały przyćmione przez dyskusje filozoficzne i światopoglądowe w kontekście wewnętrznego konfliktu moralnego i kryzysu wiary.
Przełożenie tematyki filmu na sąsiadujący, jednakże nieco inny środek ciężkości względem materiału źródłowego okazało się wcale nie najgorszym pomysłem. Raz, że w ten sposób reżyser i scenarzysta dokonali swoistej, ale nie aż tak odbiegającej od oryginału (re)interpretacji książki Harrisa, a dwa, pozwoliło to wyakcentować teatralność w pozytywnym tego słowa znaczeniu: aktorstwo. Obraz na taśmie, utrzymany w chłodnych, jesiennych barwach i stonowanych kolorach, nie emanuje przepychem – nawet sceny Kaplicy Sykstyńskiej czy Pałacu Królewskim w Casercie ukazują raczej kruchość i małość człowieka aniżeli Opus Dei oraz tajemnicę wiary, jak miało to miejsce choćby u Dwóch Papieży. Jest to więc dzieło skromne, uderzające pustką i chłodem doczesnego, materialnego świata, a zarazem transcendentne i bardzo osobiste, przenikające przez dusze i przybliżające emocje bohaterów. Ralph Fiennes w roli dziekana Lawrance’a to magnetyzujący stoicki spokój, mącony jednak przez strach i sceptycyzm z jednej oraz wyrachowanie z drugiej strony. To on najlepiej poradził sobie w ukazaniu tragiczności postaci rozdartej wewnętrznie



Skomentuj ten wpis za pomocą fejsbukowego konta!