![]()
Krzywdzę ludzi. Kaleczę ich do końca życia, zadaję im cierpienie i traumę. Chodzi mi o sprawiedliwość czy już tylko o dreszcz emocji? Tak naprawdę mam to w dupie. Liczy się efekt.
Leszek Bigos, który sam siebie nazywa, przedstawia jako „Wkurzony Pisarz”, po kilku pozycjach z fantastyki (naukowej), jak Implant, Salon Gier czy Zjadacz Skór, pięć lat temu wziął się za fikcję – wymyśloną od podstaw historię, ale osadzoną we współczesnym oraz realnym świecie; i to z realnym problemem, jakim jest pedofilia.
Nie będzie raczej dla nikogo zaskoczeniem, o czym dokładnie jest książka Bigosa. Ba, sam opis z tyłu okładki/obwoluty oraz reklamy w mediach zdradzają, że mamy do czynienia z brutalnym thrillerem. Kastrator to powieść zemsty i to dosłownie; Wkurzony Pisarz nie patyczkuje się tutaj, serwując czytelnikowi dokładne opisy tortur: nie tylko poprzez przybliżenie szczegółów narzędzi zadawania bólu oraz zdradzenie planu przyszłego działania, ale i skrupulatne, krok po kroku, relacjonowanie z okaleczania męskich narządów płciowych.
Autor książki nie jest oszczędny w słowach także jeśli chodzi o dramat zgwałconych bądź zamordowanych osób i traumę, przez jaką muszą przechodzić ofiary i ich bliscy, rodziny. Niezależnie, czy Leszek bije wprost, będąc bezpośrednim i bezpardonowym, czy też jednak stara się być od czasu do czasu subtelny i empatyczny, bawiąc się w eufemizmy — pedofilskie czyny szokują, uderzają surowością i odsłaniają zadającą ogromny ból bezsilność (systemu i jednostek), nie pozostawiając suchej nitki na emocjach czytelników, którzy wszyscy – a przynajmniej mam taką nadzieję – są dobrymi ludźmi i nie są obojętni na krzywdę innych.
leszekbigos.com
Urozmaicającym i przy tym ciekawym – a na pewno kontrowersyjnym – zabiegiem w powieści jest strona psychologiczna, mająca za zadanie wniknąć w umysły bohaterów i odkryć ich motywacje — w tym głównego antagonisty, który krzywdzi dziewczynki. Bigos nie chce wybielać pedofili i innych zwyrodnialców, ale próbuje przekazać, iż ludzka psychika jest naprawdę skomplikowana, a na nasze dorosłe życie i to, jak będziemy postępować w przyszłości, ma wpływ wiele czynników, w tym pierwotne środowisko oraz traumy nabyte za dziecięcych i nastoletnich lat. Nawet tytułowa postać ma swoje poważne przywary, słabości i nie jest bynajmniej wzorem do naśladowania. To pokazuje, że Kastrator stara się być czymś trochę więcej niż szokującą, a przy tym banalną opowieścią o wendetcie.
Całość składa się z 67 rozdziałów, a dokładniej mówiąc, z pięćdziesięciu sześciu właściwych rozdziałów oraz jedenastu interludiów. Taki podział wydaje się bardzo rozdrobniony, ale z drugiej strony każdy taki większy fragment (rozdział) jest krótki – żaden nie przekracza dziesięciu stron – co sprawia, że lektura tych ponad trzystu stronic przebiega naprawdę szybko. Pomniejsze wątki i większe zdarzenia w miarę sensownie zamykają się w każdym „czapterze” – dlatego też nie ma tu za dużo cliffhangerów, dzięki czemu czytelnik nie czuje się zdezorientowany i nie ma potrzeby wracania do poprzednich stron w celu przypomnienia sobie tej czy innej informacji.
Wspomniany już podział książki (56 rozdziałów + 11 interludiów) powoduje, że cała historia jest spisana z perspektywy nie jednego, lecz dwóch (a może i więcej?) bohaterów. Między innymi to właśnie sprawia, że role głównych postaci okazują się nieoczywiste, a nawet, że prócz brutalności i bezwzględności łączy ich coś więcej: że zarówno obrońca (kastrator), jak i drapieżca (pedofil) mają w sobie coś z ofiary. Ale rozbicie perspektyw też sprawia, że narracja pod kątem technicznym się chwieje, odsłaniając i przy okazji inne problemy lingwistyczne. Po pierwsze, język używany w interludiach nie różni się zasadniczo od tego z właściwych rozdziałów. Przekaz prosty, styl bezpośredni, do tego niepozbawiony wulgaryzmów – nawet na określenie miejsc intymnych nieletnich chłopców i dziewczynek – kłóci się, jak dla mnie, z chłodnym i obiektywnym przekazem trzecioosobowego narratora. W interludiach nie czuć też wyraźnego rozgraniczenia między opisami zdarzeń z perspektywy trzeciej osoby a wtrąceniami myśli samego arcypedofila.
Drugim istotnym zarzutem językowym są dialogi, które – nie wszystkie, ale spora część – wydają się albo spłycone, albo naprawdę zbędne. Na przykład wątek nadziei Wiktora (głównego bohatera) na powrót do byłej żony nie wnosi niczego istotnego do całej opowieści; albo kryzys z Irką, który jest zbyt chaotyczny: za szybko się pojawia i równie szybko znika, łamiąc prawa logiki i podając w wątpliwość autentyczność (prawdopodobieństwo) takiego rozwoju sytuacji – co nuży czytelnika. Irytuje również ortografia. Łączenie kilku słów w jedno wyrażenie (trzy, dwa, jeden → trzydwajeden) albo zapis cyfrowy czasu z kropką oddzielającą godziny i minuty zamiast dwukropka (tj. 21.37, a nie 21:37) nie są błędami (a na pewno nie rażącymi błędami), jednak z doświadczenia nabytego w szkole, na studiach i podczas czytania różnych książek w wolnym czasie jestem przyzwyczajony do innych standardów.
Do tego wszystkiego trzeba doliczyć pogawędki, wymiany zdań pomiędzy bohaterami – które, niestety, nie zawsze brzmią naturalnie, co czuć zwłaszcza w wypowiedziach nastolatków. Ale wgryzienie się i oddanie wierności języka dzieci i osób dojrzewających zawsze jest kłopotliwe dla pisarzy – a przynajmniej tak mi się zdaje (nie wiem, nie wyznaję się, jako bezdzietny chłop, nie liznąwszy pracy pedagogicznej z młodszymi). Chociaż, muszę przyznać, że sam Leszek, chyba intencjonalnie, poruszył problem niekompatybilności komunikacyjnej (językowej) między pokoleniami w swojej powieści (raz czy dwa pojawiające się słowo „klawo!”). Muszę przyznać, że nawet mnie to rozbawiło. :)
Największym rozczarowaniem okazał się za to finał. Tak, to historia o zemście (w tym osobistej) oraz o sprzeciwie wobec znieczulicy społecznej, systemowi prawnemu (sądownictwa) i niesprawiedliwości dziejowej, ale tymi licznymi wtrąceniami z perspektywy pedofila oraz nie zawsze czystymi intencjami kastratora i innymi jego słabościami liczyłem, iż pan Bigos pokusi się o bardziej oryginalne zakończenie*. Brutalny mściciel może i się wyżywa, ale nie ma w tym większej głębi: działa emocjonalnie, niczym jego oponent, popełniając przy tym błędy, a jednocześnie nie doznaje prawdziwego katharsis, oczyszczenia. Nie ma tu przemiany, olśnienia, wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Tym samym czytelnik, zupełnie jak główny bohater, zostaje z niczym. Ale ta pustka nie prowokuje do dalszych pytań, nie zachęca do umysłowej gimnastyki, lecz beznamiętnie mówi: to koniec. I tyle.
Platinum Story
Nie będę nikogo oszukiwać: za Kastratora Leszek Bigos nie otrzymałby Nobla, Nike czy innej literackiej nagrody. Nie jest to ambitna lektura – ale… czy trzeba ją spisywać na straty? Bynajmniej nie. Książka ma swoje momenty: posiada parę ciekawych i nawet dobrze rozpisanych plot twistów, w miarę autentycznych bohaterów (ich historie z przeszłości, niekonieczne teraźniejsze czyny), soczysty i bezpardonowy język oraz, przede wszystkim, wieloosobową, rozszerzoną narrację. To była powieść grozy z potencjałem na coś więcej niż prosta historia w stylu Prawa Ojca, Prawa Zemsty czy Czasu Zabijania – poruszająca problem nie tylko pedofilii, ale i traum wszelakich, samosądu, wyrzutów sumienia – ale zmarnowanym przez nie najlepsze dialogi oraz niesatysfakcjonujące zakończenie.
Choć nie należę do targetu tego typu treści, ani nie miałem okazji zapoznać się z pozostałą twórczością (nie tylko literacką) Leszka Bigosa, to podejrzewam, iż Kastrator może trafić do amatorów literatury szoku, ociekającej brutalnością, soczystym językiem i obfitym opisem z krwią i innymi płynami w tle. A że nie jest to pozycja wybitna, która by zadowoliła koneserów światowej literatury? Cóż, może autor, niczym główny bohater, uznał, że ma to w dupie. Liczy się przecież efekt.
Cytat użyty w lidzie pochodzi z opisu promocyjnego wydawnictwa książki, Platinum Story
*Chociaż, trzeba przyznać, że w finale nie udało się odratować dość istotnej fabularnie i emocjonalnie osoby… Co jest na plus, bo nie jest to bynajmniej happy end (czyli sztampa). Ponadto powraca niespodziewanie sprawa z pewną uczennicą, więc tu strzelba Czechowa wystrzeliwuje.


Skomentuj ten wpis za pomocą fejsbukowego konta!