BACKROOMS. BEZ WYJŚCIA – czy warto WYJŚĆ…?

Loading

…Czy warto wyjść (ponownie) na ten film do kina? A może należy wyjść w trakcie seansu?


Film Backrooms miał polską premierę dopiero 19 czerwca – dopiero, bo aż miesiąc po światowym debiucie. I choć minęły już dwa-trzy miesiące, najnowszy horror od studia A24 wciąż nie pozwala o sobie zapomnieć, gdyż pod koniec lipca ukazała się tzw. wersja rozszerzona – która powinna być jeszcze dostępna w wybranych kinach. Dlatego też – m.in. z okazji ponownej wizyty w Cinema City – postaram się odpowiedzieć na pytania zawarte w lidzie do tego wpisu.

backrooms analizafot. materiały prasowe

ZGŁOSZENIE ANOMALII — STRESZCZENIE

Akcja omawianego obrazu ma miejsce latem roku 1990. Clark, właściciel salonu meblowego (Chiwetel Ejiofor, Marsjanin), nie ma łatwo w życiu: nie spełnia on się zawodowo (z wykształcenia i z zamiłowania jest architektem), jego sklep podupada, przez co bohater tonie w długach, a na dodatek żona wyrzuciła go z jego własnego domu. I zapewne by tak wciąż egzystował – aż do momentu zamknięcia salonu i wylądowania dosłownie na bruku – gdyby nie jeden dziwny epizod. Otóż Clark pewnego wieczoru odnajduje nietypową szczelinę w piwnicy salonu, która prowadzi do niezwykłego miejsca: backrooms. Tytułowe zaplecze to sieć żółtych, niekończących się korytarzy, w których nic nie jest takie, jakie powinno być. Pomieszczenia, na ogół oświetlone jarzeniówkami, nie tylko mają nietypowy, labiryntowy układ czy zawierają przycięte w pół bądź przytwierdzone do podłóg i ścian różne przedmioty, ale i… kryją w sobie wiele niebezpieczeństw, w tym prawdopodobnie potwory. Clark jest zafascynowany tym miejscem, ale niestety wtajemnicza on – i zarazem wciąga w sieć korytarzy – kilka osób, w tym terapeutkę (panią psycholog) dr Mary Kline (Renate Reinsve, Wartość Sentymentalna).

backrooms analizafot. materiały prasowe

RAPORT Z MIEJSCA OGLĘDZIN — ESTETYKA

Gatunkowo Backrooms. Bez Wyjścia to psychologiczny analog horror. Psychologiczny, bo[wiem] w recenzowanym filmie właściwie nie ma typowych maszkar – a nawet gdyby przyjąć, że one istnieją, to można śmiało założyć, iż są „tylko” wytworem wyobraźni. Tak, zaplecze sklepu oraz jego zawartość stanowią projekcję – odbicie, odzwierciedlenie – traum i wewnętrznych demonów nawet nie jednego, lecz kilku bohaterów. (Bardzo mi się spodobało to, że role głównych postaci nie są takie oczywiste – ofiara może być katem, a ratownik też czasem potrzebuje pomocy innych). Natomiast człon „analogowy” odnosi się nie tylko do estetyki (żółte, niemodne już tapety, przestrzenie liminalne) i czasu akcji (lata dziewięćdziesiąte), ale i formy prezentowania treści: otóż wiele scen jest ukazanych z perspektywy faktycznie analogowej, domowej i podręcznej kamery, prawdopodobnie formatu S-VHS*. Przypomina to więc klasyki kina found footage, ale robi to zdecydowanie lepiej niż zapomniany już Paranormal Activity albo przereklamowany Blair Witch Project.

Film podzielony jest na trzy akty, a każdy z nich jest inny. Pierwsza część to niewinne wprowadzenie w historię Clarka oraz Mary; druga to eksploracja korytarzy tytułowych zapleczy – trzecia natomiast to faktyczne zanurkowanie i w odmęty sklepu, i umysły (oraz dusze) bohaterów. Pierwsze, a także ostatnie dziesięć, piętnaście minut seansu jest najmniej angażujące (i zarazem najmniej udane), ale mimo to omawiane dzieło i tak się broni, a wszystkie trzy akty są na swój sposób ciekawe. Siła tego horroru tkwi nie tylko w liminalno-żółtej estetyce, ale i niezłym aktorstwie, niepokojącej muzyce oraz – przede wszystkim – w minimalizmie. Twórcy filmu pokazali, że strach i niepokój można budować nie nagłym skokiem ciśnienia (jump-scare) czy makabrycznymi scenami (gore), lecz autentycznym dramatem życiowym bohaterów, brakiem logiki świata backrooms oraz złowieszczymi, onirycznymi/surrealistycznymi wizjami. Ponadto recenzowany tytuł udowadnia, że w pustych, długich korytarzach oraz przestronnych łaźniach też można czuć duszność i stęchliznę unoszącą się w powietrzu oraz być przytłoczonym (w dwojaki sposób, fizycznie i emocjonalnie).

TAŚMA #001 — FILM a MATERIAŁ ŹRÓDŁOWY

Pomysł na pełnometrażowy film nie zrodził się w próżni. Oryginalnie Backrooms funkcjonowały jako mem internetowy, a konkretnie jako creepypasta (straszna historia, internetowa miejska legenda) – od czasu, kiedy w 2019 roku pewien użytkownik 4chana wrzucił archiwalne (z początku lat dwutysięcznych) zdjęcie przedstawiające wnętrze pustego, zamkniętego sklepu, z charakterystycznymi żółtymi ścianami, podłogą i sufitem. Fotografia szybko stała się viralem, a już trzy lata później zainspirowała youtubera o pseudonimie Kane Pixels do stworzenia serii fabularyzowanych filmików, które łącznie mogą się pochwalić kilkuset milionami wyświetleń. Co ciekawe, reżyserem i współscenarzystą hollywoodzkiego horroru jest 21-letni Kane Parsons, czyli… sam Kane Pixels!

Można by więc powiedzieć, że omawiany tu film jest w stu procentach wierny materiałowi źródłowemu. Można by – tyle że… tak naprawdę nie ma jednego kanonu, nie ma jednej słusznej wizji Backrooms. Oryginalna fotka z 4chana, poza dwuzdaniowym podpisem do zdjęcia, tak naprawdę nie zawiera żadnej sensownej koncepcji świata żółtych zapleczy; natomiast dalsze iteracje, rozwijane przez przeróżnych internautów, aż za bardzo rozbudowały i skomplikowały to uniwersum, dodając kilkadziesiąt tzw. poziomów paranormalnego wymiaru. Wizja Kane’a jest więc przy tym dosyć skromna, ale zarazem spójna – hit od firmy A24 wnosi od siebie w zasadzie tylko tony kina dramatycznego oraz przesłanie o mocno psychologicznym i osobistym zabarwieniu.

SUPLEMENT B — DODATKOWY MATERIAŁ

Jak wspominałem na początku wpisu, wysokobudżetowa produkcja doczekała się wersji rozszerzonej. Nie jest to żadna „edycja ostateczna” czy „wersja reżyserska”, która by przemontowała film od nowa i zmieniła przesłanie, odbiór całości. Nie ma też tu żadnych nieuciętych, wydłużonych scen i ujęć w ramach tego, co już widzieliśmy wcześniej. Tak naprawdę do studziesięciominutowego filmu dodano nową, niespełna 16-minutową sekwencję – i do tego wyświetlaną już po napisach końcowych.

Dodatkowy akt opowieści, tak samo jak pierwsze mniej więcej 10 minut seansu, to zapis z perspektywy tajemniczej korporacji A-Sync, która z ukrycia monitoruje wnętrze backrooms. Scena po napisach cofa nas do początku historii, a nawet jeszcze wcześniej, to jest przed rozpoczęciem właściwej akcji filmu, gdyż przedstawia jedną z pierwszych ekspedycji naukowych w głąb korytarzy.

backrooms analizafot. materiały prasowe

Czy nowy materiał jest dobrze nakręcony? Tak. Czy jest utrzymany w duchu oryginału i stylistyce pozostałej części filmu? Oczywiście. Czy zmienia cokolwiek w interpretacji dzieła oraz wyjaśnia zawiłości, niedopowiedzenia w fabule? Niestety nie. Już pierwotna, kinowa wersja horroru daje mało odpowiedzi – a w zasadzie, tak naprawdę, nie daje żadnych odpowiedzi – a co dopiero ponadprogramowy kwadrans. Sekwencja z wersji rozszerzonej to bardziej miły i niezobowiązujący dodatek aniżeli faktyczne, pełnoprawne dopełnienie opowiadanej historii.

WNIOSKI Z BADAŃ — CZY WARTO WYJŚĆ?

Backrooms. Bez Wyjścia to może nie ewenement w światowym kinie, ale na pewno bardzo ciekawy przypadek. Z jednej strony analizowany tu film powinien przypaść do gustu fanom wizji Kane’a „Piksele” czy innych wersji tego memu, a z drugiej powinny się w nim bez problemu odnaleźć po prostu kinomani, zwłaszcza ci spragnieni dreszczyku emocji. Zatem nie możemy mówić o przypadku Slender Mana, który okazał się koszmarkiem i dla jednych, i dla drugich osób (a miałem nieprzyjemność obejrzeć tamten pseudofilm w kinie).

backrooms analizafot. materiały prasowe

Hollywoodzka adaptacja żółtego, liminalnego fenomenu podtrzymuje trend udanych ekranizacji internetowych creepypast i growych dreszczowców, jak np. Exit 8 sprzed roku. I cóż, gdyby nie popularność kanału nastolatka tworzącego niepokojące wideo, to kinowa wersja być może aż tak dobrze się nie sprzedawała w czerwcu – ale mimo to wciąż uważam, że wspólne dzieło youtubera amatora Parsonsa oraz profesjonalnego studia A24 jest godnym reprezentantem dusznego, surowego i klaustrofobicznego filmu grozy, który zachwyca zdjęciami, aktorstwem, scenografią i fatalistycznym, prześwietlonym klimatem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że kinowe Backrooms to ambitny horror psychologiczny i metafizyczny, który nie boi się poruszać kwestii społecznych, w tym wadliwych rozwiązań systemowych i problemów emocjonalnych jednostek.

Podsumowując: jeśli ostatnio narzekaliście na filmowe horrory, to koniecznie spróbujcie obejrzeć Backrooms. Bez Wyjścia – niezależnie czy w wersji oryginalnej, czy rozszerzonej. (A tytuł powinien być gdzieś jeszcze dostępny na dużym ekranie). No i nie obraziłbym się, gdyby w niedalekiej przyszłości powstał sequel, np. omawiający dalsze losy Mary, czy też spin-off, rozwijający i wyjaśniający wątek instytucji badawczej A-Sync.


OCENA: 7.5 / 10


*Niektóre ujęcia są również faktycznie pierwszoosobowe, tj. widziane dosłownie oczami bohatera, głównie Clarka – i to właśnie w tych krótkich scenach zwłaszcza czuć przytłaczającą pustkę labiryntów i innych przestrzeni.

backrooms analizaA24


 

Jak się podobał wpis? Kliknij na gwiazdkę, by ocenić!

Średnia ocen: 0 / 5. Łącznie oddanych głosów: 0

Ten wpis jeszcze nie ma oceny. Możesz być pierwszy!

By być na bieżąco z moimi wpisami, możesz mnie zaobserwować na poniższych social media. Dzięki z góry za wszelkie lajki, suby i followsy!

Rozumiem, że tekst był słaby… Co mógłbym poprawić?

Twoje propozycje/uwagi:

Powiązany wpis
Wolałbym się urodzić kobietą, niż bez rąk. (Czyli o dyskryminacji rodem z Hollywood)
niepełnosprawni aktorzy

Czarni. Azjaci. Żydzi. Latynosi. Arabowie. Kobiety. Homoseksualiści. Transseksualiści. Czy na polit-poprawnej arce Noego, szukającej bezpiecznego, suchego lądu w przemyśle filmowym, starczyło Czytaj więcej

Skomentuj ten wpis za pomocą fejsbukowego konta!
Udostępnij poprzez:

Zobacz także:

Comments are closed.