TOP GUN – recenzja z okazji 40-lecia klasyka

Loading

Tom Cruise to dupek, arogant i niesubordynowany wojak, który naraża swoich kompanów na niebezpieczeństwo. Czy da się go w ogóle lubić?


Epicki film lotniczy, który w zeszłym tygodniu świętował okrągłe czterdziestolecie, ledwo przetrwał próbę czasu. Ale zacznijmy od pozytywów. Tym, co robi wrażenie i dziś, jest kwestia realizacyjna (realizatorska): ujęcia z prawdziwymi myśliwcami atakują rozmachem, a sceny powietrzne zapierają dech w piersiach, również dzięki sprawnemu montażowi. Hełmy pilotów są podpisane ich przydomkami, więc wiadomo, którego asa przestworzy słyszymy i widzimy w danej chwili na ekranie.

Dynamika i dramaturgia jest podkręcana również przez muzykę, która współgra nie tylko z bataliami powietrznymi, ale i tymi spokojniejszymi, a przy tym czysto ludzkimi sprawami/momentami. W ogóle cały soundtrack – oryginalna ścieżka dźwiękowa Harolda Faltermeyera (Gliniarz z Beverly Hills), jak i pamiętna piosenka grupy Berlin Take My Breath Away – nadaje temu obrazowi potężny klimat „ejtisowych” lat. Do tego dochodzą zdjęcia, z których bije oślepiające słońce i ciepłe barwy, na czele ze wszędobylską żółcią, do której przyzwyczaił nas zresztą Tony Scott, reżyser recenzowanego filmu (Gliniarz z Beverly Hills II, Szybki jak Błyskawica, Człowiek w Ogniu, Déjà Vu).

Ale to okładka. A co skrywa w środku TOP GUN? Tytułowy ośrodek to elitarna akademia sił powietrznych marynarki wojennej USA, do której trafiają pilot/strzelec Pete „Maverick” Mitchell (Tom Cruise) oraz operator Nick „Goose” Bradshaw (Anthony Edwards) – duet sprawdzony nie tylko jako załoga F-14, ale i jako przyjaciele w prywatnym życiu. Maverick w czasie swego szkolenia podbija zarówno przestworza, jak i damskie serca (Kelly McGillis) oraz przemierza kalifornijskie drogi na swym motocyklu (Kawasaki). Najistotniejszym wątkiem jest tutaj jednak rywalizacja między Mitchellem a Tomem Kazanskym ps. Iceman (Val Kilmer).

top gun 1986 recenzjaThe Guardian

Postaci są wyraziste i każdy tu ma na tyle odmienny charakter, że z łatwością można przypisać poszczególnym bohaterom konkretne cechy – ale to relacja Mavericka z Goose’em oraz konflikt z Icemanem wybijają się na prowadzenie. Między pierwszą dwójką czuć chemię, a u rywalizującej pary od razu można dostrzec napięcie. To dlatego na samym starcie tak silnie kreślony jest kontrowersyjny portret postaci Cruise’a* – jako wiernego kompana, jak i lekkomyślnego chojraka – aby tak uderzająco ukazać ten konflikt (męskich) interesów. Starcie na linii Cruise — Kilmer to jeden z fundamentów filmu i motorów pchających fabułę do przodu. W superprodukcji TOP GUN zawsze coś się dzieje, zawsze znajdzie się jakiś pretekst, byleby za szybko nie kończyć tej historii.

top gun 1986 recenzjaWP Film

Mitchell to magnetyczny bohater, a jednocześnie… najgorzej napisana postać. Nie chodzi nawet o jego wybujałe ego, tylko o to, jak jego postawa i cechy charakteru korespondują ze scenariuszem. Jasne, Cruise od początku prowokuje – i nawet przechodzi pewną metamorfozę (strata bliskiej osoby) – ale koniec końców to na nim spoczywa cała odpowiedzialność za sukces misji: okazuje się, że Iceman i jego kumple to tylko ozdobniki filmu, które nic nie wnoszą do historii. TOP GUN to męskie kino akcji ociekające beztroskością i testosteronem; kino poruszające temat spraw (takich jak alkohol, adrenalina i piękne kobiety), o których marzy większość facetów — no i przede wszystkim to kino, które stoi wyłącznie jednym bohaterem. Tyle że ten bohater nie jest autentyczny, a jego czar, choć bezdyskusyjny, to zdecydowanie za mało, by kupić tę bajeczkę. Nawet wątek ojca głównego bohatera nie jest przekonujący i nie wnosi niczego istotnego zarówno do motywacji Mitchella, jak i rozwoju wydarzeń w szkole TOP GUN.

Świętująca w maju czterdziestolecie epicka produkcja Tony’ego Scotta, która wypromowała Toma Cruise’a, to z jednej strony ładny film z dobrze dobranymi i udanymi elementami jak zdjęcia, montaż, muzyka oraz niektóre założenia scenariusza – jak choćby klamra kompozycyjna (komunistyczne MiG-i) czy balans i proporcje odnośnie rozłożenia scen akcji, rosnącego napięcia i błogiego spokoju. Natomiast z drugiej to płytka, z pozoru dojrzała i niezapadająca w pamięci opowieść. Postać Toma Cruise’a da się autentycznie polubić, ale nie w kontekście omawianego filmu, lecz jako osobny byt. Pomimo podniebnych przestworzy i dużych połaci terenu, mało tu [w TOP GUN] przestrzeni na głęboką, szczerą i angażującą historię.


*Kazansky nie pozostaje dłużny; on również prowokuje, za sprawą dwuznacznych (w tym kryptogejowskich) tekstów czy choćby poprzez swój uśmieszek.


Jak się podobał wpis? Kliknij na gwiazdkę, by ocenić!

Średnia ocen: 0 / 5. Łącznie oddanych głosów: 0

Ten wpis jeszcze nie ma oceny. Możesz być pierwszy!

By być na bieżąco z moimi wpisami, możesz mnie zaobserwować na poniższych social media. Dzięki z góry za wszelkie lajki, suby i followsy!

Rozumiem, że tekst był słaby… Co mógłbym poprawić?

Twoje propozycje/uwagi:

Powiązany wpis
Twój Vincent – recenzja
twój vincent recenzja

Gdyby miał okazję obejrzeć film o swojej twórczości i życiu, pewnie dałby sobie odciąć drugie ucho – byleby jeszcze bardziej Czytaj więcej

Skomentuj ten wpis za pomocą fejsbukowego konta!
Udostępnij poprzez:

Zobacz także:

Comments are closed.