Nie czytajcie tego wpisu. (Nie)poważna recenzja XXX filmu Naga Broń (2025)

Loading

Dziś dzieciaki wracają do szkół. Ale pierwszy września to także pierwsza miesięcznica już nie pierwszego powrotu wesołego, siwego starca. I nie chodzi bynajmniej o wzloty i upadki polityczne. ZARAZ, CZY LECI Z NAMI PILOT?!


Wesołe jest życie staruszka, a dziecka beztroskie. A gdyby tak połączyć oba te stany? Nie licząc przeżywania stereotypowego kryzysu wieku średniego czy borykania się z problemem syndromu Piotrusia Pana, polegającego na uciekaniu od odpowiedzialności, jak najbardziej jest to możliwe. Proszę jednak nie zajmować kozetki – to nie gabinet terapeuty (czy tym bardziej pokój bez klamek) – lecz rozsiąść się wygodnie w fotelu kinowym.

O rozpoczęciu roku szkolnego napomknąłem nie tylko po to, by przypomnieć młodzieży o formalnej uroczystości. Niegrzeczny film otwiera spacer uroczej, małej, niewinnej dziewczynki, która, chyba zgubiwszy drogę do szkoły czy odłączając się od klasy, zachodzi wesoło i beztrosko do banku opanowanego przez bandytów uzbrojonych po zęby, po pachy, i jakie tam jeszcze inne części ciała na to pozwalają. Nie tolerujemy jednak przemocy – przemocy skierowanej wobec nieletnich – więc uczennica poważnie się wkurza, mordując wszystkich dookoła, dokonując jednak wcześniej przemiany w 60-latka. Sześćdziesięciolatka, który bez większych problemów, a i nawet z finezją i gracją baletnicy, zabija napastników. Zemsta bywa słodka – tym bardziej, gdy jednym z narzędzi siania chaosu okazuje się lizak.

Jak widzicie, już na starcie film atakuje absurdem – i to przez duże A.

A nie, przepraszam. Mój błąd. No to jeszcze raz: Jak widzicie, już na starcie film atakuje Absurdem – i to przez duże A (o, teraz już dobrze). Zabieg jest celowy i przemyślany, choć nieraz zdarza się tu pudłować lub strzelać ślepakami. Głównym bohaterem jest Frank Drebin Jr. – zaginiony syn Franka Drebina z oryginalnej trylogii Naga Broń oraz serialu Brygada Specjalna – w którego wcielił się Leslie Neeson. To znaczy Liam Nielsen. (Cholera, twórcy chyba dostrzegli podobieństwo obu tych nazwisk w wymowie). A tak w ogóle, zwróciliście uwagę, że mówiąc od A do Z ma się na myśli “od początku do końca”? I że już na samym starcie zaczyna się absurd, a także atak – oba na literę A? Wybaczcie, uciekam od tematu (spieszę się właśnie na pociąg do Oklahomy).

Nowa Naga Broń w pewnych szczegółach odbiega od schematu oryginału z Leslie Nielsenem. Brakuje tu choćby ikonicznego intra ze wpychającym się wszędzie radiowozem, którego szaloną jazdę obserwowaliśmy z perspektywy policyjnego koguta na dachu. Nowy (a zarazem stary – zmarszczki nie kłamią) Drebin też jest nieco inny niż jego tatuś: to taki trochę zgorzkniały, rzucający moralizatorskimi, filozoficznymi i takimi mmmmmęskimi cytatami, nadgryziony przez ząb czasu (dentysta płakał, jak wypełniał ubytki) gliniarz, który – niczym złoża ropy prowokujące U, S and A – przyciąga kłopoty. Tamten (Leslie) Drebin bardziej przypominał sympatycznego dziadka i zarazem dzielnego stróża prawa, jednak tak nieporadnego wobec przestępców oraz wpadającego w tarapaty z powodu swej nieporadności i rozumienia pewnych rzeczy dosłownie.

Detektywistyczny team również się zmienił – schudł, a zarazem przytył przybrał w oczach. (Ten blog jest monitorowany przez Zachodnio-Lewacką Policję Woke). Brak tutaj odpowiednika Nordberga (O.J. Simpson) z klasycznej trylogii, porucznik Drebin ma za to do pomocy [tylko jednego] kumpla, Eda Hockena Jr. (Paul Walter Hauser), prywatnie syna kapitana Eda z tamtych filmów i serialu. Patrząc na jego brzuszek i bary*, nie dziwię się, czemu nie ma tu następcy/potomka czarnego Nordberga – robi on, młodszy Hocken, bowiem za dwóch; jednak w warstwie humorystycznej nie wyrabia on nawet pojedynczej normy, a co dopiero mówić o podwójnej. Niestety, brakuje tej chemii między nim a Neesonem – chemii, która napędzała i ubarwiała trio z klasycznych tytułów. Więcej już jej znajdziecie w instant kawie, którą wlewają litrami w swoje gardła bohaterowie z komisariatu.

Na szczęście chemia jest już pomiędzy podstarzałym Drebinem Juniorem a Beth, graną przez Pamelę Anderson – i coś czuję, że nie chodzi tylko o te jej ładne, nawet nietanie perfumy. Jest ona odpowiednikiem Jane Spencer (Priscilla Presley) i przy tym wcale nie gorszym nowym wcieleniem kobiecej bohaterki. Beth – jako siostra tragicznie zmarłego pracownika firmy od elektryków, miliardera Cane’a, podejrzewanego o samobójstwo – ma własną teorię co do śmierci brata, a jej poszlaki i motywacje mogą stać w kontrze do śledztwa Drebina oraz szkodzić policji Los Angeles. Ale jak to bywa w ckliwych kryminałach erotycznych dla kobiet, gdzie czerwień krwi zlewa się z czerwienią szminki (i nie powiem jeszcze czego)**, drogi podstarzałego gliniarza o zimnym sercu oraz poczytnej i seksownej pisarki, domagającej się sprawiedliwości za śmierć brata, w pewnym momencie się krzyżują, doprowadzając do gorącego romansu (aaauuuu…, parzy!!). Cóż, chyba nie tylko te drogi się krzyżują… (Spoglądam na obolałą, poparzoną dłoń).

O ile relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami stoją na przeciwległych biegunach (północ, południe, zgłoście się), o tyle humor stoi w rozkroku, niczym Liam dzielnie wykonujący szpagat na plakacie Nagiej Broni (JCVD lubi to). Nie wszystkie żarty się udały – jestem sceptycznie zwłaszcza nastawiony wobec przydługiej sceny z zazdrosnym bałwanem oraz wątku reinkarnacji staruszka – i jest to też trochę inny humor niż ten, z którego zasłynęła trylogia na przełomie lat osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych***. Z drugiej strony, absurd goni tu absurd – zawstydzając samego Usaina Bolta, chcącego się bawić ze swoimi dziećmi w berka – a największa siła dowcipu płynie tu niekoniecznie z kanonu slapsticku (żart sytuacyjny, osadzony w fizycznym kontekście), co bardziej i przede wszystkim z komicznych pomyłek powstałych w wyniku lapsusów językowych i dosłownego rozumienia wypowiedzianych zdań. Choć, muszę przyznać, przy tej scenie z psem też śmiałem się do rozpuku… (Ej, nie patrzcie tak na mnie!).

naga broń 2025 recenzjafot. TYLKOHITY

Mimo dobrej zabawy, z sali kinowej wyszedłem nie do końca ukontentowany tym kontentem – czułem pewien niedosyt (chyba cukier mi spadł), a w końcowym akcie (u, lala, co za pośladki… Franka! Oo… A jakie klejnoty go zdobią!) aspekt humorystyczny skręcił w stronę efekciarstwa, wyczerpując moją tolerancję na głupkowate, abstrakcyjne, dziwaczne, bezsensowne…

A FEW HOURS LATER…

…nieracjonalne, zidiociałe i niedorzeczne wybryki. (Uff!!). Miałem też obawy odnośnie [do] ujęć z kamerki, z pierwszej ręki, tzw. POV, które zwiastował jeden ze zwiastunów (a od czego niby innego są zwiastuny? Hę!?) – widząc materiał przedpremierowy, byłem sceptycznie nastawiony wobec „unowocześnienia” stylu kręcenia tego filmu, na taki bardziej TikTokowy; jednakże w gotowym już produkcie kinowym ujęcia te nie są dominujące i mają swoje uzasadnienie fabularne.

Nowe wcielenie Nagiej Broni nie dorównuje Kto Obroni Prezydenta? – mojej ulubionej, dla mnie bezsprzecznie najlepszej odsłony serii – ale wypada znacznie lepiej niż średniej jakości trzydziesta trzecia Ostateczna Zniewaga oraz nawet jest w stanie zbliżyć się, przynajmniej w niektórych aspektach, do oryginalnej odsłony kinowej z roku 1988. Jeżeli nie kręci was absurdalny, językowo-sytuacyjny – i do tego w niektórych miejscach (intymnych) sprośny – humor, to nie oglądajcie nowego filmu Akivy Schaffera, bo jeszcze dostaniecie kołowrotku (to znaczy zawrotu głowy). Natomiast jeżeli jesteście zaznajomieni z serią Naga Broń czy, szerzej (patrz: nogi Neesona w rozkroku), doceniacie twórczość Leslie Nielsena (patrz: Czy Leci z Nami Pilot?) – to zachęcam  już się wybrać do kina (gdzieniegdzie jeszcze wyświetlają ten film). Komedię z sierpnia najbardziej jednak polecam zobaczyć dla dwójki pierwszoplanowych aktorów – Pamela Anderson, jak i Liam „Leslie Nielsen” Neeson mają w sobie to coś, prócz mięśni i kości, że naprawdę miło się na nich patrzy i ich słucha. Zarówno w pojedynkę, jak również w duecie uatrakcyjniają ten film. Bo oboje, cholera, są seksowni, i niebezpieczni. W końcu to NAGA BROŃ.


OCENA: 7− / 10


*Wiem, żartowanie z czyjejś tuszy jest czymś słabym i naprawdę grubą przesadą; ale hej! – to przecież NAGA BROŃ! Zresztą, w filmie pada żart nawiązujący do Billa Cosby’ego. To jest dopiero przegięcie!

**Łoł, to takie… głębokie. Teraz już wiecie, dlaczego nie piszę powieści.

***Zabrakło tu też licznych odniesień, w postaci parodiowania, do klasyki kina – które były wizytówką filmów z Nielsenem, w tym Nagiej Broni. Za to elementem wspólnym są monologi Franka Drebina z voice-overu, który opowiada, z off-u, o swoim życiu prywatnym i zawodowym, dzieląc się przy tym błyskotliwymi lub pozornie poważnymi, patetycznymi przemyśleniami.


NAPISY KOŃCOWE
*** PRZY PISANIU TEJ RECENZJI NIE UCIERPIAŁ ŻADEN SZCZENIAK *** *** POZDRAWIAM BECIĘ Z DAWNEGO KINA! *** *** EJ, KTO WPUŚCIŁ TU TEGO GOŚCIA? I GDZIE MÓJ PORTFEL!?! *** *** (Eh, za mało mi płacą…) ***

Jak się podobał wpis? Kliknij na gwiazdkę, by ocenić!

Średnia ocen: 0 / 5. Łącznie oddanych głosów: 0

Ten wpis jeszcze nie ma oceny. Możesz być pierwszy!

By być na bieżąco z moimi wpisami, możesz mnie zaobserwować na poniższych social media. Dzięki z góry za wszelkie lajki, suby i followsy!

Rozumiem, że tekst był słaby… Co mógłbym poprawić?

Twoje propozycje/uwagi:

Powiązany wpis
Twój Vincent – recenzja
twój vincent recenzja

Gdyby miał okazję obejrzeć film o swojej twórczości i życiu, pewnie dałby sobie odciąć drugie ucho – byleby jeszcze bardziej Czytaj więcej

Skomentuj ten wpis za pomocą fejsbukowego konta!
Udostępnij poprzez:

Zobacz także:

Comments are closed.